szukaj nieruchomości

Typ nieruchomości

Lokalizacja

Liczba sypialni

Cena od

Cena do

Nr referencyjny

Kontakt Oferta
Strona główna

you can live
where the others
only dream about…

+34 699 15 88 77 +34 673 73 42 11
15/09/2021

11 lat minęło, czyli ciąg dalszy historii “Skąd wzięło się Dream Property…”

Właśnie obchodzimy nasze 11 urodziny (brawo My!). To bardzo dobry moment, aby podsumować ostatnie 2 lata, które przyniosły nam mnóstwo emocji, wyzwań i pracy. Były rekordy sprzedaży i wypalenie, pojawił się COVID i lockdown, powiększyliśmy zespół i… znów mamy rekordy sprzedaży.

Po 14 latach mieszkania na Costa del Sol nadal często słyszę pytania: dlaczego Hiszpania, dlaczego Marbella, skąd pomysł na biuro nieruchomości? Dwa lata temu postanowiłam podzielić się z Wami historią powstania naszego biura obrotu nieruchomościami na Costa del Sol i tak powstał wpis „Skąd wzięło się Dream Property, polskie biuro nieruchomości w Hiszpanii?” (link do wpisu). Życie dopisało dalszy ciąg naszej historii. Zapraszam Was do lektury.

Najlepszy w historii wynik finansowy i klasyczne “wypalenie”

Kiedy w marcu 2019 roku napisałam we wpisie: „Skąd wzięło się Dream Property, polskie biuro nieruchomości w Hiszpanii?” (link): „Dream stał się w końcu stabilną, dobrze prosperującą firmą i jest szansa, że jeszcze podrośnie”, nie wiedziałam, że rok 2019 zakończymy najlepszym w historii firmy wynikiem, a ja zapłacę za to klasycznym „wypaleniem”. Mój organizm dał mi pod koniec roku czerwoną kartkę, a rok 2020 przywitałam ponad dwutygodniowym choróbskiem, które zupełnie pozbawiło mnie sił.

Co się polepszy, to się po...

Doszłam do siebie, zakasałam rękawy i wzięłyśmy się z zespołem do pracy. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku pracowałyśmy z Gosią nad trzema transakcjami, które w sumie miały dać nam zysk wyższy niż ten wypracowany w całym roku 2019. Wyobrażacie sobie? Zrobić zysk z rekordowego roku w kwartał? Było blisko. A potem wkroczył na scenę covid, cały na biało. Z trzech transakcji została jedna. Za to bardzo ważna, bo potwierdzająca, że to co robimy i jak to robimy ma sens. Opisałam ją TUTAJ

Lockdown, niepoprawny optymizm i… pszczoły

Kiedy 14.03.2020 prezydent Pedro Sanchez ogłaszał w Hiszpanii stan wyjątkowy, który de facto pozamykał nas w domach, byłam przekonana, że ta cała historia potrwa nie dłużej niż 2 może 3 tygodnie. Gdybym wtedy wiedziała, że półtora roku później nadal będziemy tkwić w tym covidowym szaleństwie, pewnie złożyłabym broń. Niepoprawny optymizm czasem ratuje życie.

Robimy swoje 

Przekonana, że zaraz wrócimy do normalnego życia i pracy na pytanie Piotrka: „Co robimy?”, odpowiedziałam: „Działamy – mam teraz sporo czasu na pisanie i poukładanie kilku spraw od nowa.” Po pierwszych dwóch dniach stanu wyjątkowego, które przypadały w weekend, więc były bardzo spokojne, rozdzwoniły się telefony. Dzwonili przyjaciele, klienci, znajomi i wszyscy zadawali to samo pytanie: „Jak tam u Was naprawdę jest, bo w mediach wygląda to strasznie”. Po kilku dniach, zmęczona odpowiadaniem na te same pytania kilkakrotnie, postanowiłam spisać odpowiedzi. 

I tak powstał „Dziennik z czasów zarazy”. Pisałam go na profilu Dream’u na FB przez cały czas trwania stanu wyjątkowego. Cieszył się zupełnie przeze mnie nieoczekiwaną popularnością. Czekaliście na kolejne odcinki z dużym zaciekawieniem, żeby zestawić je z wiadomościami z mediów. Pod niektórymi odcinkami wywiązywały się gorące dyskusje, inne wywoływały salwy śmiechu – a ja czułam, że jesteście z nami, że Wam na nas zależy. To uczucie bardzo mi pomagało, szczególnie w momentach, kiedy prezydent ogłaszał przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne dwa tygodnie… i kolejne… i kolejne… Mój optymizm topniał, a w jego miejsce wchodził strach o przyszłość.

OK, basta. Zrobiłam, co mogłam. Odpuszczam

Kiedy w końcu podano datę zniesienia lockdown (przy zachowaniu niezbędnych ograniczeń oczywiście) i otwarcia granic Hiszpanii, odetchnęłam z ulgą. Pomyślałam, że od lipca zaczniemy normalnie pracować – ale nic się nie wydarzyło. Wtedy kolejnym moim światełkiem w tunelu stał się wrzesień. Był tym ważniejszy, że 5.09.2020 obchodziliśmy 10-lecie Dream’u. Niestety zamiast dobrych wieści przyniósł kopniaki i kolejną falę pandemii w Europie. 

W październiku się poddałam. Nie miałam już skąd czerpać energii, a apokaliptyczne wieści ze świata nie pomagały. Powiedziałam sobie wtedy: „OK, basta. Zrobiłam, co mogłam. Odpuszczam.” Zrezygnowałyśmy z biura i wróciłyśmy do home office, co przy okazji pandemii nieoczekiwanie stało się modne. Pozamykałam bieżące sprawy i… zabrałam się do pracy. Potrzebowałam odskoczni, czegoś nowego, innego, świeżego. Tak powstało Eco Valley Spain: sklep z fantastycznymi miodami i kosmetykami naturalnymi. Trudno o coś bardziej innego od nieruchomości, prawda?

Życie jednak bywa przewrotne, a Dream okazał się bardziej żywotny niż oczekiwałam. Kiedy powiedziałam „dość”, nagle coś drgnęło. Pojawił się jeden klient, drugi, trzeci… a potem przyszedł rok 2021, a z nim szaleństwo na rynkach nieruchomości. 

„Praca zespołowa to paliwo, które pozwala zwykłym ludziom na osiąganie niezwykłych rezultatów.” [Andrew Carnegie]

Gdyby ktoś mi we wrześniu zeszłego roku powiedział, że 11 urodziny Dream’u będziemy obchodzić w pięcioro, a wynik z roku 2019 potroimy, pomyślałabym, że oszalał. A jednak: do Klaudii, Piotrka i mnie dołączyły w tym roku Agnieszka i Kasia, które niedługo Wam przedstawimy. A wynik?... Cóż, damy nie rozmawiają o pieniądzach ☺.

Jedenasty rok istnienia Dream’u jest rokiem cudów. Dzięki naszej ponad trzyletniej pracy nad zaistnieniem w internecie trafia do nas wielu ciekawych klientów – historie niektórych z nich możecie przeczytać w naszym fejsbukowym cyklu „Z dziennika pośrednika”. 

Ten dziennik to też ciekawa sprawa. Kiedy skończył się lockdown, uznałam, że czas „Dziennika z czasów zarazy” dobiegł końca. Kiedy Wam o tym zameldowałam, podniosły się głosy, że tak nie można, bo przywykliście i będzie Wam brakowało moich opowieści. Zmieniłam zatem nieco formułę dziennika i już od ponad roku piszę dla Was co tydzień (najczęściej w niedzielne wieczory) „Z dziennika pośrednika”. I wiecie co? Te wpisy osiągają na naszym profilu FB najlepsze zasięgi. Nie przestaje mnie to cieszyć, dziękuję!

W ogóle, gdyby nie Wy, nie byłoby nas. Dream to taki twór, który karmi się dobrymi relacjami z ludźmi. Na nich się opiera, dzięki nim rośnie i pręży muskuły. Oczywiście Dream to biznes i jako taki musi zarabiać, ale to Wasza satysfakcja jest dla nas podstawowym paliwem. Dziękujemy, że jesteście i że jest Was coraz więcej. 

Co przyniesie Dream’owi przyszłość?

To trudne pytanie. Tego, co się dzieje od marca zeszłego roku, nikt z nas nie miał szans przewidzieć. Dla wielu osób pandemia okazała się końcem pewnych planów, założeń i biznesów. Dla innych – źródłem dochodów, nie zawsze etycznie poprawnych. My robimy swoje, dostosowując się do sytuacji i możliwości. Gdzie będziemy za rok? Nie wiem. Mam nadzieję, że tutaj, utrzymując rytm, który przyniósł ten rok. Patrzę w przyszłość z uśmiechem i „con mucha ilusion”. Nauczyłam się przez ten rok bardzo wiele, między innymi tego, że czasem trzeba odpuścić, wziąć głęboki oddech i pójść na plażę popatrzeć na morze.

Alexander Graham Bell powiedział kiedyś: „Kiedy jedne drzwi się zamykają, drugie się otwierają, ale często patrzymy tak długo i z takim żalem na zamknięte drzwi, że nie widzimy tych, które się dla nas otworzyły”. To jeden z moich ulubionych cytatów i świetny – moim zdaniem – drogowskaz dla nas wszystkich. Rozglądam się zatem nieustająco za otwierającymi się drzwiami. Mam to szczęście, że nie muszę rozglądać się sama – Dream Team również ma otwarte oczy i głowy. Klau, Piotrek, Aga i Kasia – dziękuję!