szukaj nieruchomości

Typ nieruchomości

Lokalizacja

Liczba sypialni

Cena od

Cena do

Nr referencyjny

Kontakt Oferta
Strona główna

you can live
where the others
only dream about…

+34 699 15 88 77 +34 673 73 42 11
08/04/2021

Poznajcie historię Pana Klienta

Podobnych historii przez 11 lat istnienia Dream’u zebrało się całkiem sporo. Tworząc firmę, chciałam pracować z ludźmi i dla ludzi. „Dream” (marzenie) w nazwie nie jest przypadkowe, bo wymyśliłam, że będziemy spełniać marzenia tych, którzy chcą tu mieć swój kąt. Udało się. Dla mnie ogromną wartością są setki kontaktów, które w tym czasie nawiązałyśmy, a te które przeszły na poziom „dobrej znajomości” cenię sobie szczególnie.

Pewnego styczniowego popołudnia 2020 roku zadzwonił telefon. Wyświetlił mi się polski numer, więc zgłosiłam się po polsku. Po drugiej stronie sympatyczny męski głos grzecznie się przedstawił i zapytał, czy mam chwilę na rozmowę. Miałam. Nasza pierwsza rozmowa trwała prawie godzinę i był to ewenement, bo nowi klienci zwykle dość szybko informują nas, z jakim pomysłem dzwonią i czego szukają.

Pan Klient i nasz "Poradnik Inwestora" 

Tu było inaczej. Pan Klient zadzwonił nie tylko po to, żeby powiedzieć, czego wraz z Żoną szukają, ale również, aby dowiedzieć się jak najwięcej o procesie kupna nieruchomości w Hiszpanii. Opowiedziałam mu więc co i jak robimy, a potem zasugerowałam lekturę naszego „Poradnika Inwestora”, w którym zawarłyśmy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Panu Klientowi ten pomysł przypadł do gustu, uznał, że to świetna metoda edukacyjna i duża wartość dla naszych klientów. Trudno mi było się z nim nie zgodzić ☺

Czym kończy się wysyłanie maili o 3 nad ranem...

Ustaliliśmy, czego szukamy oraz – orientacyjnie – termin przylotu Klientów do Malagi w marcu. Zakończyliśmy tę wyjątkowo sympatyczną i konkretną rozmowę stwierdzeniem, że przechodzimy na kontakt mailowy. Tu dygresja: jestem nocnym markiem lub, jeśli wolicie, sową i często pracuję w nocy. W tej opowieści to dość istotny szczegół, bo pewnie pisząc maila do klienta w ciągu dnia, a nie o 3 nad ranem, nie pomyliłabym się w budżecie. A tu tak się właśnie stało. Pan Klient w rozmowie podał mi budżet, w którym chciałby zamknąć swoją inwestycję, a ja tamtej nocy dostałam maila z ofertą sprzedaży wyjątkowo pięknego mieszkania nad samym morzem, niemal idealnie pasującego do jego oczekiwań. Na dodatek tamten mail informował o obniżce ceny, która mnie tak ucieszyła, że natychmiast przesłałam maila dalej do Pana Klienta. Po czym w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku poszłam spać.

Następnego ranka zajrzałam do wysłanego maila i zamarłam. Okazało się, że wysłałam Panu Klientowi ofertę o prawie pół miliona droższą niż jego budżet na dodatek opisując ją jako świetną inwestycję ze względu na wyjątkowo atrakcyjną cenę. Chciałam się zapaść pod ziemię. 

Ziemia się nie rozstąpiła, więc uznałam, że muszę zadzwonić do Pana Klienta i przeprosić go za moją pomyłkę. Najpierw jednak sprawdziłam maile. W skrzynce była odpowiedź. Okazało się, że wśród wielu ofert, które wysłałam wcześniej, właśnie ta zwróciła uwagę Pana Klienta i jego Żony. Była na tyle atrakcyjna, że postanowili przylecieć i obejrzeć to mieszkanie.

W poszukiwaniu iskry w oku Pana Klienta

Kilka dni później pojawił się jednak sam Pan Klient, bo jego Żona miała inne zobowiązania. Założenie było takie, że Pan Klient zrobi pierwszą selekcję, a potem przylecą razem i coś wybiorą. 

Oglądaliśmy więc po kolei wszystkie mieszkania z przygotowanej wcześniej listy. Mimo że każde z nich się Panu Klientowi podobało, (na tym poziomie cenowym trudno raczej o brzydkie mieszkanie), nie widziałam tej iskry w oku, której zawsze wypatruję, bo wtedy wiem, że trafiliśmy w dziesiątkę. 

Nie dawało mi to spokoju, miałam wrażenie, że tak naprawdę nie szukamy tego, czego myślimy, że szukamy. Postanowiłam zaufać swojej intuicji. Mimo wyraźnych instrukcji odnośnie lokalizacji – nad samym morzem – i położenia mieszkania w budynku – penthouse, zaproponowałam Panu Klientowi obejrzenie mieszkania położonego na parterze i po stronie gór.

Zaraz po iskrze w oku pojawił się... COVID

I tu nareszcie pojawiła się ta wyczekiwana iskra. Pan Klient wrócił do domu z mnóstwem zdjęć i filmów dla Żony, a po kilku dniach zadzwonił, że podjęli z Żoną decyzję i chcą kupić to mieszkanie. Wpłacili zaliczkę, potem podpisali online umowę przedwstępną wpłacając 10% zadatek i… przyszedł CoVid. 

Ostatecznie przy pomocy prawnika i dużym wsparciu ze strony Pana Klienta udało nam się sformalizować transakcję. W środku najcięższego lockdownu, kiedy nie wolno nam było wychodzić z domów, mieszkanie stało się własnością naszych Klientów. Nie mogli do niego przylecieć jeszcze przez dobrych kilka miesięcy, więc remont i umeblowanie mieszkania od nowa przeprowadziliśmy online. Wymagało to z naszej strony ogromnego zaangażowania i czasu, ale udało się.

Pan Klient zadowolony, ale co powie jego Żona?

W sierpniu udało się Klientom w końcu przylecieć. Wyobraźcie sobie, co czułam przekazując im klucze wiedząc, że Żona Pana Klienta nie widziała jeszcze mieszkania wcale, a on sam widział je tylko raz w lutym i to w zupełnie innym wydaniu, bo w środku zmieniliśmy niemal wszystko! Zastanawiałam się, co będzie, jeśli Żonie się nie spodoba? Po pierwszych 5 minutach w mieszkaniu wiedziałam już, że moje obawy były niepotrzebne: miłość od pierwszego wejrzenia zakwitła również u Żony. 

I tak kwitnie już od prawie roku ☺ W tym czasie przegadaliśmy wiele godzin, wypiliśmy razem niezliczoną ilość kieliszków wina i zjedliśmy kilkanaście wspólnych obiadów, przechodząc z relacji „klienci – pośrednik” w tak przeze mnie lubianą „dobrą znajomość”. 

Siła dobrej relacji, czyli Pan Klient kupił z nami drugie mieszkanie

W pewnym momencie, z racji obowiązujących obostrzeń, w Marbelli restauracje były nieczynne. Postanowiliśmy więc wybrać się na obiad do jednej z restauracji w Mijas, co w tamtym czasie było nie do końca legalne, bo teoretycznie nie wolno nam było poruszać się między gminami – chyba, że chodziło o pracę. Uznałam zatem, że dużo mniej ryzykowna będzie wyprawa moim autem, które dumnie wozi logo Dream Property na tylnej szybie. W razie wpadku mogliśmy odegrać scenkę rodzajową z gatunku: pośrednik pokazujący klientom mieszkanie w Mijas.

Pojechałam więc odebrać Klientów, a korzystając z okazji, wcześniej umówiłam się na oglądanie jednego mieszkania, które wpadło mi w oko w ich osiedlu. W trakcie obiadu pojawił się temat tego mieszkania i usłyszałam: „Jeśli Tobie się tak podoba, to my też chcemy je obejrzeć.” Absolutnie mnie zaskoczyli, tym bardziej, że ostatecznie postanowili to mieszkanie kupić. Warunkiem było, że zajmiemy się jego wynajmem krótkoterminowym, co będzie czystą przyjemnością, bo mieszkanie jest piękne. Niedługo będziecie mogli je obejrzeć na naszej stronie, czekamy tylko na licencję turystyczną. 

Dziękujemy za zaufanie, którym nas darzycie.