szukaj nieruchomości

Typ nieruchomości

Lokalizacja

Liczba sypialni

Cena od

Cena do

Nr referencyjny

Kontakt Oferta
Strona główna

you can live
where the others
only dream about…

02/12/2020

Jak wygląda nasza praca podczas pandemii koronawirusa?

Jak wygląda nasza praca podczas pandemii koronawirusa?
Kiedy na początku tego roku zaczynało się coraz głośniej mówić o wirusie z Wuhan, nikt z nas nie spodziewał się, że w ciągu kilku tygodni ten wirus wyłączy świat. W połowie marca dokładnie to się stało, zupełnie bez uprzedzenia świat się zatrzymał.

Zatrzymałyśmy się również my. Nagle nie wolno nam było wychodzić z domów, pracować – bo w naszym wypadku praca online możliwa jest tylko częściowo – no i nie miałyśmy komu sprzedawać ani wynajmować nieruchomości, bo naszymi klientami są cudzoziemcy. A oni również zostali zamknięci w domach bez możliwości przylotu na rekonesans.

Spokojnie, to potrwa tylko 2 tygodnie...

Po pierwszym szoku, że w ogóle taki ogólnoświatowy stop jest możliwy, zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Jako niepoprawna optymistka wierzyłam, ba, byłam przekonana, że ten cyrk nie potrwa długo. Pierwszy stan alarmowy w Hiszpanii miał trwać 2 tygodnie. I na tyle szykowałam się mentalnie, te 2 tygodnie wydawały mi się niemożliwie długie – a potem minęły jak z bicza strzelił… i zapowiedziano kolejne dwa. I tak miało zostać do maja, tylko, że wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.

Nie załamujemy rąk - pracujemy normalnie

Ustaliliśmy z Piotrkiem, że mimo zupełnie nowej dla nas sytuacji, pracujemy normalnie. Normalnie, to znaczy online na ile się da. Dało się ostatecznie całkiem sporo, bo powstało wtedy kilka fajnych wpisów blogowych, urodził się też pomysł fejsbukowego „Dziennika z czasów zarazy”, który później ewaluował w „Rzut oka za kulisy, czyli z dziennika pośrednika”. Dużo też z Wami wtedy rozmawiałam, bo skoro pozostały nam wyłącznie telefony i nagle wszyscy (poza lekarzami i personelem medycznym) mieliśmy wyjątkowo dużo czasu, to gadaliśmy: o sytuacji w PL, o sytuacji tutaj, kto się czego obawia i komu się co wydaje. Zaczęły się wtedy pojawiać coraz ciekawsze teorie spiskowe i niemal codziennie jakiś internetowy samozwańczy guru ogłaszał swój, często zupełnie nieprawdopodobny, ogląd sytuacji.

Są i plusy tej sytuacji 

Kiedy na początku maja okazało się, że częściowo możemy zacząć pracować, byłam wyspana za wszystkie czasy, w świetnej formie fizycznej, bo żeby rozładować nadmiar energii skumulowanej przez siedzenie w domu dużo ćwiczyłam, nadrobiłam trochę zaległości w czytaniu i stałam się szczęśliwą właścicielką Netflixa (który zresztą został dla mnie platformą jednego serialu aż do niedawna, kiedy to ktoś namówił mnie na „Gambit Królowej”).

Wracamy powoli do pracy, czyli wirusowy Matrix

Spragniona kontaktu z ludźmi wpadłam do biura, a tam… dziewczyny w recepcji w maskach, przesłony z pleksi wszędzie, w progu jakaś dziwna wycieraczka do dezynfekcji podeszw butów… słowem, wirusowy Matrix. Mailem przyszły wytyczne, jak mogą pracować pośrednicy w obrocie nieruchomościami. Okazało się, że: a) w zasadzie najlepiej, żebyśmy nie kontaktowali się z klientami, ale skoro już musimy, to b) bez masek, rękawiczek i uwaga – foliowych „bucików” ani rusz, a o wożeniu klientów naszymi autami w ogóle powinniśmy zapomnieć.

Ponieważ ani w maju, ani w czerwcu naszych klientów tu nie było, bo granice powietrzne Hiszpanii nadal były zamknięte, niespecjalnie przejęłam się tymi zaleceniami (chociaż do dzisiaj wożę w samochodzie zestaw masek tzw. dla klientów – na wszelki wypadek). Wtedy natomiast najintensywniej pracowałam online. Mieliśmy 2 transakcje w toku, w obu przypadkach klienci czekali na odblokowanie lotów, ale nie chcieli tracić czasu i postanowili wybrać sobie nieruchomości online.

Deweloperzy i covidowe rezerwacje

W tamtym czasie deweloperzy godzili się na tzw. covidowe rezerwacje, czyli klient zainteresowany nieruchomością po obejrzeniu wszelkich możliwych materiałów marketingowych i prezentacji w formie „live’a”, wpłacał ustaloną kwotę, żeby tę nieruchomość zarezerwować. W normalnych warunkach taka rezerwacja jest bezzwrotna, ale pandemia postawiła na głowie „normalne warunki”, więc deweloperzy godzili się na rezerwację do czasu przylotu klienta i dawali mu na przykład miesiąc od otwarcia granic powietrznych na przylot i decyzję.

Biegałam zatem od jednego dewelopera do drugiego robiąc zdjęcia, kręcąc video, łącząc się z klientami będąc w „ich” nieruchomości, żeby zanim wpłacą jakiekolwiek pieniądze zobaczyli, ile się da. To była ciekawa lekcja. Zawsze miałam raczej mieszane uczucia odnośnie kupowania nieruchomości tak zupełnie online, ale pandemia pokazała, że niesłusznie. Wielu ludzi właśnie tak kupiło tego lata nieruchomości, szczególnie te z planu, których i tak nie mogliby zobaczyć nawet będąc tutaj, bo ich jeszcze po prostu nie ma.

Uff, wróciły loty, czyli znów będzie jak przed wirusem

Kiedy w lipcu wróciły loty, najpierw natychmiast poleciałam do Polski spotkać się z rodziną i przyjaciółmi. Poza tym jestem fanką podróży generalnie, więc czułam się po tych ponad 6 miesiącach bez samolotu jak w klatce. Po powrocie zabrałyśmy się ostro do pracy, już razem z Klaudią, która wróciła z urlopu macierzyńskiego i tutejszego „postojowego”. Pełne entuzjazmu czekałyśmy na gości, którzy porezerwowali sobie mieszkania i domy pod wynajem wakacyjny. Niewielu z nich ostatecznie dojechało, ale ci, którzy dotarli, zostali przez nas obsłużeni z zachowaniem wszelkich zasad.

Troszkę straszno, a troszkę śmieszno

Trochę dziwnie się czułam nie mogąc wejść z klientami do mieszkania, żeby im je pokazać, albo podpisując dokumenty rejestracji niemalże na masce samochodu i w rękawiczkach. Przepraszam, jedną zasadę łamałyśmy nagminnie: nie wymagałyśmy od klientów, żeby zdejmowali buty przed wejściem do mieszkania lub dezynfekowali podeszwy butów alkoholem. To było już dla nas lekką przesadą. Z drugiej strony moja sąsiadka zaproponowała mi jakiś tydzień temu, że może mnie poratować zapasem foliowych kapciuszków, wiecie, takich jakie dostaje się w muzeach. Na moje pytanie: „ale po co mi one?”, sąsiadka dość zaniepokojona stwierdziła: „do mojego mieszkania nikt bez nich nie wejdzie”. Cóż, do mojego wejdzie. Ale to ta sama sąsiadka, która podczas kwarantanny myła kupione w sklepie awokado w roztworze z amoniaku, więc przynajmniej jest konsekwentna.

Praca pośrednika nieruchomości w dobie pandemii koronawirusa

Ech, powtórnie anulowali loty...

W lipcu byłam pełna entuzjazmu i uważałam, że od września zaczniemy już normalnie funkcjonować. We wrześniu Polska anulowała wszystkie bezpośrednie loty do Hiszpanii i mój entuzjazm mocno ostygł. Od niedawna znowu nieśmiało wraca, bo mam wrażenie, że ludzie mają dość czekania. Zdali sobie sprawę, że każdy kolejny dzień, tydzień, miesiąc, to jest ich czas, życie, którego nie odzyskają. I zaczynają planować, przylatywać, kupować.

Jak wygląda nasza praca teraz? Prawie normalnie. Co prawda nadal chodzimy w maskach, nadal nie powinnyśmy wozić klientów naszymi autami, ale zniknęły absurdalne zalecenia o całkowitym unikaniu kontaktu i nareszcie możemy pokazywać klientom nieruchomości osobiście. To jest ta część, którą w naszej pracy najbardziej lubię i której moim zdaniem nie zastąpi najlepszy live, najciekawsza prezentacja przez zoom ani najbardziej udane zdjęcia.

Zdjęcie okładkowe od Branimir Balogović z Unsplash